Eva Minge jakiej nie znają media

Pomimo iż nie jest trenerką fitness, może się pochwalić nienaganną sylwetką, a ilość jej zwolenniczek jest równie duża jak w przypadku Ewy Chodakowskiej. Piękna i kobieca, a zarazem rzeczowa i stanowcza. Jedno z najbardziej znanych nazwisk w branży modowej w Polsce i za granicą. Projektantka, której pasją jest także architektura i wzornictwo przemysłowe. Osoba o miękkim sercu i twardej osobowości. Zazwyczaj media skupiają się tylko na tym jak wygląda. Nieświadomi nośnicy informacji zapominają o wnętrzu Evy Minge oraz o wysokiej umiejętności ubierania myśli w słowa, której może jej pozazdrościć niejeden pisarz. Zbiór poniższych cytatów przedstawia przemyślenia i refleksje Evy Minge, którymi projektantka dzieli się z Internautami na swoim Facebooku.

o podstawowej zasadzie w związku:

Zadano mi ostatnio pytanie dlaczego hołduję monogamii? Odpowiadam. Kobieta z klasą, gdy sięga po perfumy, nie miesza zapachów. Nie zaczyna dnia od Chanel N°5 aby po godzinie dorzucić np. nutę Opium… Mężczyźni są jak zapach… Jeżeli kochamy, przesiąkamy aromatem ukochanej osoby… Mieszanie zapachów kończy się mdłościami, bólem głowy i w konsekwencji daje… Odór… Fetor… Smród, pisząc dosadniej. Jeżeli mamy przesyt woni, proponuje odstawić eliksir i w spokoju, bez odświeżaczy, zatęsknić za starym zapachem lub zwyczajnie wypróbować nowy… Jak nasz zapach nam natomiast ucieknie nie kupujcie w pośpiechu byle jakiego, bo te „na plasterek”, okazują się po czasie krótkotrwałe 🙂 Warto poczekać na woń doskonałą, odurzającą i niezwykle trwałą… Woń z naszego marzenia… Ja poznaje szczęście po… Dotyku… i… zapachu 🙂

o kobietach:

Kobiety, które godzą się być przyprawą do gotowej potrawy muszą mieć świadomość, że bycie kochanką to jedynie szczypta potrzeb w życiu mężczyzny… Śniadanko, lunch i kolacja wraz z deserem ma pan w domu… Jak zabraknie mu pikanterii sięga na zewnątrz… Zakochana kochanka zostaje skazana na marginalne emocje i wieczną partyzantkę… Więcej w tym bólu i rozczarowania jak spełnionej miłości. Zrelaksowany pan po spotkaniu z kochanką z naręczem czułości i kwiatów wraca do żony, a Wam pozostają siniaki na duszy… Schadzki nie mają nic wspólnego z wymarzonymi scenami z „9 i pół tygodnia”, a schemat randek staje się oczywistym zaspokojeniem samczych potrzeb… Zbędny z czasem staje się nawet taniec godowy, a sytuacja coraz bardziej upokarza jak pieści… Dziewczyny aby na pewno tego chcecie?

o fundamentach udanego związku:

Zanim zaczniemy szukać partnera na życie, zastanówmy się czym możemy się z nim podzielić… Dziwne? No właśnie… Przeważnie szukamy drugiego człowieka, bo nam smutno, bo ciężko samemu, bo tyle spraw na jednej głowie, bo miło żeby ktoś podał herbatę, zabrał na wspaniały weekend… Przyniósł kwiaty… Pocałował… Najbardziej doskwiera nam samotność, jak życie wali się na głowę i gubimy logikę pod ciężarem problemów. I… Znajdujemy upragnionego partnera. Natychmiast, po krótkim wstępie kilku uniesień, obdzielamy go koszem praw i obowiązków, wsadzamy na jego podwórek nasz bałagan i smutki, oczekując zarazem parzenia herbaty i lazurowego wybrzeża. Człowiek bez względu na płeć, lekko przerażony, bierze łopatę i zaczyna odgruzowywać nasze własne życie… Staje się smutny, zmęczony i coraz mniej chętnie nosi filiżankę z boskim napojem… Aż któregoś dnia budzimy się znowu sami, wyklinając zdrajcę, uciekiniera, niegodnego naszej miłości… Aby na pewno chodziło o miłość? Warto, zanim wejdziemy w relację z drugim człowiekiem, zrobić porządek we własnym ogrodzie. Nauczyć się szczęścia w pojedynkę i tym szczęściem, a nie śmietniskiem, podzielić się z tym kogo polubi nasze serce. Potem konsekwentnie we dwoje założyć malutki kawałeczek ziemi wspólnej i krok po kroku razem go użyźniać, siać i zbierać plony. Jak nauczymy się gospodarować na jednej grządce, myśleć o kolejnych… Metr po metrze budować wspólny raj tak mądrze, że gdy przyjdzie tornado wspólną miłością go ochronimy… Bo szczęście to podstawowe, które nosimy w sobie, wypracowane na podstawie ciężaru doświadczeń właśnie jest wypadkową przerobionych klęsk i upadków… Punktem odniesienia spokojnego, słonecznego popołudnia nad stawem, do jednego z tych gdy serce pękało ze strachu… Bycie szczęśliwym człowiekiem bez pakietu gadżetów, bez szybkiego Ferrari… Za to z pasją i miłością do uprawiania życia gwarantuje plony…. I nikt nie neguje, że jednym z tych plonów może być i to Ferrari… Pod warunkiem, że i bez niego czujemy się szczęśliwi… We dwoje czy w pojedynkę… Tysięcy zagospodarowanych hektarów, życzę kochani… Raju we dwoje i jak najmniej burz, bo i w raju pada deszcz.

o postawie wobec alkoholu i empatii:

Na wielu portalach plotkarskich jednym z wesołych tematów, zapodanych z nutą szyderstwa i dezaprobaty jest popularna aktorka, której zarzuca się uzależnienie od alkoholu. Prawdy nie znam, bo kobieta jest mi obca, ale… Ale sarkastyczna ironia dotycząca domniemanej choroby jest tak niestosowna jak podśmiewanie się z nowotworu. Nigdy nie piłam alkoholu, nie licząc jednej sytuacji w wieku młodocianym, która zakończyła się dramatycznym, miesięcznym kacem i skutecznym wstrętem odrzutowym do dzisiaj. Żyję natomiast wśród ludzi i doświadczam. Empatia to takie trudne słowo i stan. Musi być udziałem duszy, rozumu i serca, a z tymi organami najtrudniej dzisiaj, zwłaszcza w „dochodowym pleciugowie”. Mało ważne, że portale generujące milionowe odsłony mają wpływ na postawy społeczne… Liczy się akcja – kasa. I tak dochodowa okazała się choroba Agnieszki Kotulanki. CHOROBA – nowotwór duszy… Żaden rozweselacz – imprezownik… Choć czasem i tak się to zaczyna. Choroba przez, którą giną ludzie… Najbrutalniej jak się da. Pomalutku… Kawałek po kawałku, dusza jak papierek lakmusowy, zanurzona w alkoholu nabiera różowego koloru… Mózg widzi mniej ostro sku*wysyństwo tego świata i nasze własne przegrane. Stajemy się bardziej strawni dla siebie samych i… Coraz mniej dla otoczenia. Otoczenie… No właśnie… Kpina, złość, upokorzenie… Margines. Wpierw rodzinny margines, potem społeczny. Ten kto nie miał do czynienia z prawdziwym alkoholikiem nie ma pojęcia jak straszne i heroiczne wysiłki są potrzebne by uśpić tę chorobę… Uśpić, bo z niej się nigdy nie wychodzi. To nie jest tak jak nam się wydaje… Odstawić szklaneczkę i po temacie. To nie jest przejaw słabości, a dramatycznej siły z drugiej strony… Podstępnej choroby, która zabija. Zawsze daje dychę żebrakom w fioletowym kolorze, bo nie potrafię inaczej im pomóc… Niektórzy z nich, zanim zeszli do podziemia, byli aktorami, sportowcami… Profesorami. Dzisiaj są jak zombie, bo ktoś kiedyś zbagatelizował ich chorobę… Prawo polskie uniemożliwiło rodzinie drastyczne, aczkolwiek czasami konieczne, zachowanie… Społeczeństwo szyderstwem i dezaprobatą wyrzuciło na margines. To nie trąd… To nowotwór duszy. Chyba najgroźniejszy jaki widziałam… A widziałam sporo. Gdzie do cholery w tym cudownym XXI wieku podział się człowiek?! Dokąd idziemy? Pamiętacie opowieść o królu Midasie?!

o homoseksualistach:

Regularnie dostaję w poczcie różne „uprzejmie donoszę” i „ostrzegam”, tym razem dostałam donos… Na samą siebie. Agresywnie i dobitnie zwrócono mi uwagę, że mam wśród znajomych gejów. Określenie gej nie było jednak w tym tekście użyte, a cała lawina epitetów, rodem z rynsztoka i żałosnych określeń, które mi są obce. Tak, posiadam znajomych gejów. Ba, jestem nawet w realu zaprzyjaźniona z kilkoma. I nie ma to nic wspólnego z moim środowiskiem zawodowym, bo tu ta cecha jest oczywista. Znam wspaniałych, pełnych empatii lekarzy, wybitnych artystów, ludzi nauki, kultury, sztuki… Biznesu z tej grupy społecznej. Nie rozumiem od lat homofobii panującej w naszym społeczeństwie. Osobiście ludzi dzielę na dwie grupy: dobrzy i mądrzy; źli i głupi. Mam swoje słabości… Nie przechodzę przez chamstwo, chorą zazdrość, brak empatii i złośliwość myloną z sarkazmem. Trudno mi akceptować głupotę, ale często uznaję ją za ułomność i pokornie znoszę . Nie toleruję szkodliwych, celowych działań celem zniszczenia drugiego człowieka dla zysku lub zabawy… Bo to tak trochę jak z brutalnym podpaleniem psa… Taka zabawa cudzym życiem, bardzo bolesna. Raczej wyznaję zasadę „umiłowania bliźniego swego…”. Choć przyznaję, bywa to czasami trudne. I spokojnie… Nie, nie, nie – nie będzie tu cytatów z Radia Maryja choć swoje korzenie tolerancji zawdzięczam właśnie postaci Ojca Dyrektora, który… Uczył mnie religii i to nie dowcip. Żeby nie było braku zrozumienia i mylnych wniosków – wyjaśnię. Agresywna, pełna nietolerancji w stosunku do ludzi o odmiennym światopoglądzie nauka Ojca Dyrektora oraz jego słynne kazania tak totalnie niespójne z nauką chrześcijańską, na długie lata odwróciły mnie od kościoła. Pomimo bardzo młodego wieku, miałam bunt przeciwko wszystkiemu co przerysowane i narzucane w postaci nakazu i absurdu. Dopiero jako osoba dorosła zrozumiałam, że jeden redemptorysta nie może dyskwalifikować całego historycznie wspaniałego zakonu. Ale jak to bywa w zabieganym świecie, widzimy jedną małpę i myślimy, że jesteśmy w zoo. Nikt nie ma czasu pochylać się nad zjawiskiem i rozbierać go na czynniki pierwsze, a w ocenach ekspresowych i wyrokach jako naród jesteśmy przodownikami. To też myślę sobie czasami jaki ciężar gatunkowy spoczywa na jednostkach medialnych, które tyle samo mogą pomóc co zaszkodzić… Fakt bycia gejem jest już na tyle ciekawym obrazkiem w naszym społeczeństwie, że przybieranie ostrych, agresywnych, teoretycznie tylko wyluzowanych postaw i poglądów raczej budzi negacje społeczną i przesuwa ocenę w kierunku chorobowym. A homoseksualizm to nie choroba, nie dyskwalifikuje człowieka w żadnym kierunku. Od moich przyjaciół gejów doświadczyłam wszystkiego co dobre i dzięki tym bliskim często relacjom, nie dzielę ludzi na homo i hetero… Nadal mam swój podział na złych i dobrych. Ale ja doświadczyłam osobiście…. A może warto się otworzyć? Dotknąć… Zanim wydamy ocenę i wrzucimy komuś z rana stek popłuczyn… Mało ludzkich jak na zbliżający się Wielki Tydzień. I tak sobie myślę, że oczekujemy od naszego społeczeństwa tolerancji, akceptacji związków homoseksualnych, a nie potrafimy zaakceptować żadnej w zasadzie odmienności. Zupełnie jak w tej bajce o brzydkim kaczątku. Wszystko u nas musi być pod sznurek i lekko szare. Kreatywność, która jest głównym czynnikiem rozwoju, nie zna ani barier, ani granic w przysłowiowych kolorach. Pozwólmy sobie i innym na wyjście poza szereg, a może będzie to w konsekwencji wyjście ponad przeciętność? Może dzięki temu nasza granica tolerancji przesunie się dalej i zrozumiemy, że „nic co ludzkie nie jest nam obce”, a świat potrzebuje różnorodności byle zawsze etycznie i bez bicia konkurencji palmą wielkanocną w drodze do kościoła. Takie oto… Słowo na niedzielę z okazji piątku i jasne, że interpunkcja do luftu itp…

o samotności i próbach budowania szczęścia:

Przypatruję się życiu dookoła, relacjom międzyludzkim, partnerskim… Samotności z wyboru i poza wyborem… Przyglądam się jak warunkujemy swoje szczęście od innych ludzi… Stanu konta, stanowiska… Zabawek. Jak kruche okazuje się to nasze szczęście kiedy odchodzi od nas partner, jak tracimy stanowisko, przeżywamy kryzys ekonomiczny… Jak niewiele wówczas trzeba aby świat się zawalił… A co z nami w nas? Szczęścia nie zbudujemy na zewnątrz… Uwarunkowane od kogokolwiek i czegokolwiek zawsze będzie nieprzewidywalne. Strata stymulatora zaprowadzi nas w przestrzeń smutku, strachu, braku poczucia bezpieczeństwa… Jak mamy dzielić się z kimkolwiek szczęściem jeżeli go w sobie nie mamy, a jest jedynie sterem w rękach osób trzecich czy sytuacji zewnętrznych. Może warto znaleźć to co jest w nas zakodowane i odszyfrować? Może nauczyć się, że mapa bólu prowadzi właśnie do szczęścia, że każda blizna jest drogowskazem, że im więcej łez tym prostsza później radość… Że dzieląc siebie wtedy kiedy najtrudniej i najbiedniej, stajemy się bardziej wartościowi, odwrotnie jak w matematyce… Uczciwość i etyka bez względu na konsekwencje, lojalność mimo bólu i słabej koniunktury tego słowa… Tolerancja… Pozorny, chwilowy sukces zbudowany na cwaniactwie i lawirowaniu musi upaść, ruina jest oczywista choć często odłożona w czasie żeby bardziej bolało jak runie… Jedna cegła nieuczciwie wsadzona w fundamenty przechyli kiedyś wieżowiec… Szczęście wewnętrzne, nasze, własne, wypracowane w drodze jest najlepszym spoiwem naszych marzeń… I pamiętajmy by zabierać w tę drogę słabszych, często dźwigając ich na sobie… Aby kiedyś mieć świadomość własnej wartości poza monetarnym światem… I uśmiechając się w poczuciu szczęścia, takiego wyhodowanego we własnej duszy… Nie do zniszczenia przez świat zewnętrzny…

o wytrwałości i dążeniu do celu:

Ludzie przeważnie chcą wspinać się w górę… Nie ryzykuj… Idź do przodu, konsekwentnie, wytrwale, uczciwie… Zbieraj doświadczenia, przyjaciół, podnoś upadających, opatrz im rany, pomóż ruszyć dalej… Nie ścigaj się z innymi, podejmij rywalizację z samym sobą, swoimi słabościami, strachem, lenistwem… Idź do przodu każdego dnia, a kiedyś, w nagrodę za tę drogę, Bóg podaruje ci skrzydła… I wzbijesz się w górę… Miłego piątku kochani.

o toksycznych miłościach:

Obserwuję ostatnio zjawisko upartego trzymania się przez kobiety facetów, którzy na to nie zasługują… Ba, w zasadzie to nawet tych kobiet specjalnie nie chcą… Odsuwają, oganiają się jak od muchy lub łaskawie trwają w odległości i oczekiwaniu na kolejne rozpaczliwe ataki, wyznania miłości, próby przekupienia ciałem, marchewką czy kijem… Dziewczyny na siłę to tylko kropelka przyklei i też nie na zawsze… Na siłę to zawsze jesteście na przegranej, na zasadzie zbędnej zabawki w szufladzie. Z braku i nudów, samiec czasami sięgnie po te zabawkę, poobraca, a wy uznajecie to za pojawienie się wreszcie długo oczekiwanej miłości… Iluzja. Mój kot jak nie ma alternatywy też z głodu zje wreszcie potrawkę, której nie rusza przy wyborze… I tak czekacie w pełnym skupieniu, w każdej chwili gotowe na gwizdek, a czas leci, ucieka, przechodzą obok fajni faceci, którzy nie podchodzą, bo wy na kolanach przed obrazem Boga wyimaginowanego… A świat realny się toczy. Nie ma takiej ceny i takiego raju, w którym chciałabym tkwić z kimś, kto nie przejawia minimum szalonego pragnienia bycia tam ze mną. Pomyślcie zanim zmarnujecie sobie życie.

o dorosłości:

Warto w dorosłym życiu wrócić do świata bajek. Dobro zawsze zwycięży zło choć wymaga to niestety heroicznego wysiłku. Siły i wytrwałości kochani.

o zdradzie:

Nigdy nie doświadczyłam zdrady… Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Osobiście także nie uprawiałam takowej. Ostatnio otrzymuje różne, dziwne propozycje… Dziwne, bo mężczyźni uwikłani w związki szukają poza nimi… Na moje pytanie: „Dlaczego?”, słyszę wpierw spis usterek partnerki… Potem, na moje zniesmaczenie, otrzymuję standardową odpowiedź samca: „Oj bo ty jesteś kobietą i nie zrozumiesz faceta. My tak mamy.”? No panowie, nawet nie wiecie jak wiele kobiet zdradza, jak skomplikował się świat zbudowany głównie na karcie kredytowej i kolejnych zachciankach… Ale człowiek to bez względu na płeć istota rozumna… A tak bardzo w bajkach szkalujemy wilka… Dzisiaj zaproszona zostałam na kongres kobiet ziemi lubuskiej. Będzie oczywiście zwyczajowo o karierze, macierzyństwie, komórce rodziny kontra sprawy zawodowe… Kariera, kariera, kariera… A ja bym tak chętnie rzuciła z mównicy: „Dziewczyny, nie ruszajcie cudzych facetów… Taki facet jest wybrakowany.” No nie rzucę, ale tu obiecałam pisać co chcę więc proszę panowie w związkach, układach, układzikach, nie wylewajcie mi tu swojego pragnienia… Bo mnie mdli… Serio… Mdłości jedynie 😉

o umiejętności dawania:

Mam taki zwyczaj… Daje człowiekowi dużo, czasami bardzo dużo… Bez powodu, okazji… Żeby było mu miło… Inwestuje emocje, czas, czasami uczucia… Ludzkie bez patosu… Zwyczajne. I patrzę… Patrzę… Obserwuję… Uśmiecham się… Spokojnie układam ziarnko do ziarnka, swój obraz jego duszy… Serca… Głowy… Człowiek zawsze wzruszy się takim stanem rzeczy, rozczuli go najdrobniejszy podarunek… Człowiek. Obfitość go nie zepsuje, nie wpędzi w pychę… Odda w dobrym słowie, podzieli się szczęściem… Odwzajemni. Człowiek. Niezwykle unikatowy gatunek wśród energii wszechświata… Prawie na wymarciu. No cóż, kosztowne mam hobby lecz lepiej stracić parę diamentów jak… Duszę. Dobrej nocy kochani…

o marzeniach:

…tak sobie pomyślałam dzisiaj z rana, że nasze marzenia, ich siłę i sens weryfikuje droga, którą musimy pokonać by wziąć je za rękę. Te najtrudniejsze, najmniej realne, wymagają podobnej drogi, opartej o nadrealne zdarzenia, upadki bolesne, chaszcze ludzkiej ułomności… Przedrzeć się musimy przez te przysłowiowe siedem gór i siedem rzek, zmierzyć ze smokiem i… I jeżeli nasze marzenie było prawdziwe, pozbawione fanaberii i kokieterii wynikającej ze zwykłej chęci posiadania i splendoru, to mamy szanse dojść na szczyt i chwycić je mocno… Na pytanie jak je potem utrzymać i nie spaść w dół mam tylko jedną odpowiedź… Prawdziwe marzenie, w pełnym kształcie, to koniec naszej drogi, a skoro koniec to Bóg w nagrodę daje nam skrzydła  za tę drogę właśnie, jej kształt i uczciwość względem swoich marzeń i świata… A te skrzydła… No cóż, piękny koniec… A może początek? Miłego tygodnia, wiara czyni cuda, ale trzeba wstać i działać, bo wody w wino nikt z nas w najgłębszej nawet wierze, modląc się nie uczyni… Harówka 🙂

źródło: archiwum autora / Dzień Dobry TVN w Zielonej Górze podczas Winobrania 2007

źródło: archiwum autora / Dzień Dobry TVN w Zielonej Górze podczas Winobrania 2007

Artykuły i odnośniki uzupełniające:
  1. Eva Minge – biografia i informacje http://pl.wikipedia.org/wiki/Ewa_Minge
  2. Fanpage Evy Minge na Facebooku https://www.facebook.com/EvaMingeMilano
  3. Strona internetowa projektantki http://www.evaminge.com/pl/

Doskonałość niedoskonałości francuskiego supermarketu

Rodzice, lekarze i media namawiają nas do ich spożywania. Są źródłem witamin, minerałów, błonnika i antyoksydantów niezbędnych dla zdrowia i życia. O czym mowa? O owocach i warzywach. Pomimo mnogości polskich blogów kulinarnych, nie znalazłem artykułu skupiającego się na przedstawieniu problemu marnowanej żywności oraz sposobów zapobiegania temu zjawisku.

Intermarche to  trzecia co do wielkości sieć supermarketów we Francji. W marcu 2014 roku, sklepy postanowiły przybliżyć klientom problem odpadów żywnościowych. Wraz z ideą, rozpoczęto akcję przeciwko marnowaniu jedzenia, bo jak wynika ze statystyk, co roku ponad 300 mln ton zniekształconych owoców i warzyw jest wyrzucanych do kosza. Szacuje się, że w Wielkiej Brytanii ponad 40% zebranych owoców i warzyw nie trafia do sklepów.

Pierwsze próby walki supermarketów z kryzysem żywnościowym miały miejsce w Provins (północna Francja). Organizatorzy przedsięwzięcia postanowili kupić od producentów owoce i warzywa, które zazwyczaj traktowane były jako odpady. W rezultacie ich cena w supermarkecie była niższa o 30%. Akcja spotkała się bardzo dobrym odbiorem, a produkty wzbudziły duże zainteresowanie w mediach, a przede wszystkim wśród konsumentów. Przemyślane działania marketingowe przeprowadzone przez paryską agencję reklamową „Marcel” sprawiły, że w ciągu pierwszych 2 dni sprzedano ponad 1,2 tony „inglorious” (w wolnym tłumaczeniu „brzydkich”) warzyw i owoców.

Artykuły uzupełniające:
  1. Warzywa i owoce źródłem zdrowia http://www.niam.pl/pl/artykul/257-warzywa_i_owoce_zrodlem_zdrowia
  2. Twórcy akcji „Les Fruits & Légumes Moches” http://adsoftheworld.com/media/ambient/intermarche_inglorious_fruits_and_vegetables

Rola fanów w życiu artysty

Wraz z rozwojem pajęczyny nazywanej Internetem, fani dostali możliwość błyskawicznego dostępu do informacji na temat ulubionego artysty. Muzycy, w zależności od osobowości i kreowanego wizerunku, pozwalają swoim wielbicielom na kontakt za pomocą portali i serwisów społecznościowych (Facebook i Instagram) czy coraz popularniejszych w Polsce mikroblogów (Twitter). W ogólnie przyjętym rozumieniu, fan to:

„osoba podziwiająca człowieka, grupę ludzi, dzieło sztuki, bądź ideę. Jest to skrót od słowa fanatyk, jednak jest mniej pejoratywny, a nawet ma pozytywny wydźwięk. Fani określonego zjawiska często organizują się, tworząc tzw. fankluby, lub organizują imprezy z tym związane.”

Rola fanów i ich podział

Fani pełnią wiele istotnych funkcji w życiu artysty. Przede wszystkim są motywacją do występowania na scenie oraz do prowadzenia ogólnej działalności w branży muzycznej. Tworzą swojego rodzaju tarczę i oparcie dla idola. Zapewniają dochody, wzbudzają zainteresowanie artystą wśród osób, które wcześniej o nim nie słyszały. Z marketingowego punktu widzenia, w zależności od stopnia zaangażowania, miłośników artysty czy zespołu, można podzielić na kilka podstawowych grup, wyszczególniając: fanatyków, fanów, sympatyków oraz fanów „sezonowych”.

Dla fanatyka, artysta jest guru i największym autorytetem. Bardzo często fanatycy wzorują się na ulubionym artyście, są wyczuleni i drażliwi na jakąkolwiek krytykę skierowaną pod adresem idola. Oprócz twórczości ciekawi ich także życie osobiste ulubionego muzyka. Jest to zazwyczaj zamknięta grupa odbiorców, która niechętnie dopuszcza do siebie nowych słuchaczy. W faworycie starają się znaleźć wspólne cechy, jednocześnie się do niego upodabniając.

Fani stanowią zazwyczaj największy procent odbiorców twórczości danego artysty. Są o wiele bardziej obiektywni i zróżnicowani niż fanatycy. Udzielają się w social mediach, gdzie komentują, „lajkują” i budują zainteresowanie wokół faworyta. Kupują płyty, bilety na koncerty oraz gadżety związane z artystą.

Sympatycy to osoby znające i lubiące twórczość danego muzyka. Nie kupują płyt, a utworów słuchają głównie w Internecie. Niechętnie wydają pieniądze na koncerty, bo jak sami uważają „za miesiąc w ramach dni miasta będzie za darmo”. Nie poszukują szczegółowych informacji dotyczących artysty i jego twórczości, znają zaledwie kilka utworów z całego repertuaru.

Osoby, które przejawiają intensywne zainteresowanie artystą, w stosunkowo krótkim czasie to fani sezonowi. Zjawisko fanów sezonowych występuje zazwyczaj w przypadku muzyków, którzy w swoim dorobku mają jeden bardzo znany utwór. Zmieniają tymczasowych idoli w zależności od muzycznych upodobań. Na fanów sezonowych mają głównie wpływ trendy narzucane przez media takie jak radio czy telewizja.

Fankluby

Wraz z możliwościami, na które pozwala Internet, doszło do wielu zmian w strukturach oraz funkcjonowaniu fanklubów. Wygoda komunikacji między miłośnikami danego artysty przyczyniła się do rzadszych spotkań „na żywo”. Kolekcje kaset czy płyt CD (o winylowych nie wspominając) zostały wyparte przez cyfrowe pliki muzyczne (np. mp3). Kultowe walkmany i discmany poszły w niepamięć, a plakaty ulubionych gwiazd zostały zastąpione tłem pulpitu na telefonie, tablecie czy laptopie. Prostota tworzenia fanowskich stron w sieci spowodowała ich rozłam i mnogość, a także wpłynęła na rywalizację między nimi o odzew ze strony faworyta.

„Fanklub to grupa założona przez ludzi interesujących się jakąś sławną osobą, grupą osób, rzeczą lub konkretną dziedziną wiedzy (fanów). Członkowie fanklubów zazwyczaj regularnie spotykają się lub korespondują w sprawach związanych z tematem klubu, wymieniają się informacjami oraz opiniami. Najczęściej zainteresowania fanklubów skupiają się wokół muzyków i grup muzycznych. Niektóre fankluby wydają nieregularnie pisma określane jako fanziny.”

źródło: archiwum autora / koncert Kate Nash podczas Heineken Opener Festival '11

źródło: archiwum autora / koncert Kate Nash podczas Heineken Opener Festival ’11

Artykuły uzupełniające:
  1. Kim jest dzisiejszy fan muzyki? http://www.cgm.pl/aktualnosci,30850,kim_jest_dzisiejszy_fan_muzyki,news.html
  2. Kim są prawdziwi fani? http://psychologia.wieszjak.polki.pl/relacje/296081,Kim-sa-Prawdziwi-Fani.html
  3. Fani muzyczni http://popproblemy.blogspot.com/2012/01/fani-muzyczni.html
  4. Idol zabiega o fana http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/idol-zabiega-o-fana